1

Zawody o Puchar Polski Agility 2013, 18-19.V.2013

W zeszły weekend odbyły się w Chorzowie dwudniowe zawody Agility, organizowane przez klub Hopster. W zawodach chorzowskich zawsze chętnie bierzemy z Milą udział, bo atmosfera tych zawodów jest niesamowita. Sympatyczni, uśmiechnięci ludzie, którzy biją brawo każdemu zawodnikowi po skończonym biegu, wszyscy mówią sobie po imieniu, każdy za każdego trzyma kciuki. Za to kocham agility. Nie da się przecenić tego, że ten sport jest jednym z najbardziej przewrotnych psich sportów – liczy się czas i tylko czas (każdy błąd jest również przeliczany na dodatkowe sekundy). Co ciekawe to, że w biegu biorą udział np. trzy psy wcale nie oznacza, że podium jest gwarantowane. Bardzo łatwo złapać tzw. DISa, czyli dyskwalifikację (miejsce nieklasyfikowane) za trzy błędy (np. zrzucanie tyczek) lub niezaliczenie którejś przeszkody, zaliczenie jej w nieodpowiedniej kolejności, w nieodpowiednią stronę lub pokonanie jej dwa razy. Czasem super pies ma gorszy dzień, czasem przewodnik źle wskaże przeszkodę i dream team ląduje na ostatnim miejscu, a zupełnie przeciętna para zajmuje podium. To uczy pokory. W agility nie ma znaczenia przydomek hodowlany psa, jego rasa (lub jej brak), osobiste sympatie, nie ma nieuczciwości w ocenianiu – na pierwszej i ostatniej hopce zamontowane są fotokomórki, które mierzą czas przebiegu i tylko to się liczy.

m1

Tym razem występowałyśmy z Milą jedynie w sobotę, bo w niedzielę Nitro brał udział w wystawie psów rasowych. Milka ostatni raz na treningu była w październiku zeszłego roku i było to niestety widać na przebiegach. Nie będę ukrywała, że niewielka część winy leży po stronie psa, większość błędów popełniłam ja. Cóż, czas powrócić do regularnych treningów 🙂 W pierwszym przebiegu (J0) Mila wybiegała sobie II miejsce (2/3), w drugim jumpingu (J0) – III miejsce (3/3), natomiast w ostatnim przebiegu (A0) udało nam się nie zaliczyć ostatniej przeszkody – Milka przeskoczyła ją w drugą stronę, dzięki czemu uzyskaliśmy dyskwalifikację w klasyfikacji ogólnej. Tak czy inaczej wróciliśmy do domu szczęśliwi, opaleni i zmęczeni.

m2

Pierwsze zdjęcie – autorstwa Agaty Listowskiej – pochodzi z zeszłorocznego treningu, pozostałe zdjęcia zostały pstryknięte przez Małż. naszym rozklekotanym już aparatem fotograficznym na chorzowskich zawodach.